Zayn Malik

Zayn Malik

czwartek, 3 maja 2012

Prolog

Nie mogłam uwierzyć we własne szczęście! Wystarczył jeden konkurs, naprawdę nic wielkiego. No, ale od początku.

  Trzy miesiące temu wysłałam zgłoszenie na konkurs artystyczny, który był organizowany przez "University of the Arts" w Londynie. Oczywiście zdawałam sobie sprawę, że moje szanse na zdobycie nagrody głównej są znikome. Jednak zdecydowałam się spróbować. Perspektywa, zdobycia stypendium na najbardziej prestiżowym w całej Europie uniwersytecie dla młodych artystów, była niesamowicie kusząca. Wysłałam więc swoją pracę. Tematem była "Przeklęta miłość". Nie sądziłam, że przedstawienie pary kochanków, gdzie każdy z nich zabija siebie nawzajem, jest materiałem na wygraną. Jak się później okazało nie miałam racji. No i tak miesiąc temu dostałam list z informacją, że wygrałam i oczekuje się mnie 3.06.2012r. na uniwersytecie. Od tego dnia miałam rozpocząć tam, za pomocą zdobytego stypendium, roczną naukę. Co było najciekawsze w tej całej nagrodzie to fakt, że jeśli przez ten rok wykładowcy dojdą do wniosku, że chcą mnie dalej kształcić to szkoła może zapewnić mi stypendium do końca studiów! Moja mama była strasznie podekscytowana, ale i zmartwiona.
- Sop a co jeśli nie dasz sobie rady sama? Jeszcze nigdy nie opuszczałaś Francji na tak długo. Boję się o Ciebie. Jesteś jeszcze taka młoda. Ja mając 17 lat nie myślałam nawet o opuszczeniu Paryża, a co dopiero wyjechaniu na rok lub nawet 3 lata do innego kraju! Jestem z Ciebie tak strasznie dumna, ale tak bardzo się boję... - przy ostatnich słowach mamie załamał się głos i zaczęła płakać.
- Mam, dobrze wiesz, że dam sobie radę, Jestem już dużą dziewczynką. Nie płacz. - podeszłam z uśmiechem i przytuliłam mamę. Byłyśmy już na lotnisku Charles'a de Gaulle'a, a samolot odlatywał mi za jakieś 30min.
- Mam, ja naprawdę muszę już iść. Zaraz zamkną mi przejście. Kocham Cię, - pocałowałam ją i odeszłam w stronę przejścia. Wiedziałam, że ona mocno to przeżyje, ale nie sądziłam, że ja to przeżyję równie mocno. Zajęłam swoje miejsce w samolocie i kiedy wystartowaliśmy, zaczęłam płakać. Nie wiedziałam kiedy tu wrócę i czy w ogóle tu wrócę...

Po ok.30-40min wylądowałam na Heathrow. Tak bardzo się cieszyłam. Wyszłam z samolotu, kiedy skończyła się odprawa zabrałam bagaże i wyszłam na główny korytarz. Powiedziano mi, że ktoś będzie na mnie czekał. Zaczęłam się rozglądać i nagle zobaczyłam nieźle wystrojonego gostka z wąsem, który trzymał kartkę z napisem " Univeristy of the Arts. SOPHIE". Domyśliłam się, że czeka na mnie. Podeszłam więc do niego i się przedstawiłam. Spodziewałam się, że będzie to jakiś dziwny i małomówny facet, tymczasem on z uśmiechem powiedział mi, że nazywa się Bob i będzie moim kierowcom i przez całą drogę opowiadał o swoim życiu, o swojej żonie Elizabeth i dwójce dzieci. Strasznie się ucieszyłam, że na wstępie poznałam kogoś przyjaźnie nastawionego do mojej osoby. Dotarliśmy w końcu do hotelu w którym miałam mieszkać. Plusem było to, że znajdował się on przy samym uniwersytecie. Kiedy tylko weszłam do środka, doszłam do wniosku, że hotel "Grange Holborn" jest przepiękny. Nigdy w życiu nie byłoby mnie stać na coś takiego, a miałam tam spędzić teraz co najmniej rok. Sądziłam, że już lepiej być nie może, a jednak byłam w błędzie.
Po zameldowaniu się w recepcji poszłam do pokoju, zostawiłam wszystkie rzeczy i weszłam do ogromnej wanny w której branie kąpieli było czystą przyjemnością. Nawet nie wiem kiedy, ale jak wyszłam to okazało się, że spędziłam w wodzie 40min. Było już późno więc postanowiłam pójść spać, bo w końcu jutro czekał na mnie pierwszy dzień w nowej szkole.

Obudziłam się o 8, bo kelner przyniósł mi śniadanie. Dostałam tradycyjne angielskie śniadanie na powitanie. Zjadłam i wypiłam podwójna kawę, żeby nie zasnąć przypadkiem na zajęciach. Ubrałam swój ulubiony strój, spakowałam torbę i wyszłam na zajęcia. Uniwersytet był ogromny i wyglądał cudnie. Weszłam na pierwsze piętro i zaczęłam szukać sali nr.39. Nagle ktoś mnie popchnął i wszystkie książki oraz kartki wypadły mi z rąk. Byłam trochę zdezorientowana, bo na korytarzu było tyle ludzi, że trudno było przejść, a co dopiero pozbierać rzeczy z podłogi.
"Super!" - pomyślałam. - "Nie dość, że byłam zestresowana to teraz jeszcze będę spóźniona i zestresowana."
Kucnęłam i pomimo oporu tłumu, zaczęłam zbierać swoje rzeczy. Nagle ktoś podał mi kilka moich kartek.
- Dzięki. - odburknęłam nadal ze spuszczoną głową.
- Nie ma za co. Zayn. - powiedział chłopak i podał mi rękę.
Podniosłam wzrok. Przede mną stał chłopak, około 19lat. Miał śniadą cerę i ciemne włosy postawione na żelu. Jednak to co najbardziej zwróciło moją uwagę to jego oczy. Przepiękne, brązowe i głębokie oczy. Ubrany był cholernie stylowo. No po prostu ideał. Nagle zorientowałam się, że chłopak ciągle kuca z wyciągniętą ręką i z uśmiechem na ustach (uśmiech też miał idealny!).
- Sophie. - uśmiechnęłam się niezdarnie i podałam mu rękę.
- Nowa tu jesteś, prawda?
- Tak, dzisiaj jest mój pierwszy dzień.
- A gdzie masz zajęcia?
- W sali nr.39.
- To tam gdzie ja. Jeśli chcesz to mogę Cię zaprowadzić.
- Yyyy... a nie będzie to problem? - zapytałam nieśmiało, w ogóle jakoś tak dziwnie było gadać z takim chłopakiem.
- No pewnie, że nie. - powiedział i zaczął się śmiać. - Chodź ze mną.
Wstałam z podłogi, podeszłam do Zayna i ruszyłam za nim w stronę sali. W brzuchu miałam motyle i czułam się cholernie szczęśliwa. Wiedziałam, że ten rok może być najcudowniejszym w moim życiu...

6 komentarzy:

  1. Coz, nic dodac nic ujac. Moglam sobie wszystko wyobraznic, nawet zajebisty usmiech Zayn'a... o jacie... juz sie rozmarzylam ;3

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo mi się podoba i już chce następny! :) Lubię twój opis Zayna tutaj. Sophie wydaję się taką fajną, poukładaną dziewczyną, może trochę niepewną, nieśmiałą, ale lubię ją. Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. mi też się podoba, jak zresztą każde twoje opowiadanie :)

    OdpowiedzUsuń